Kłopoty Joachima Pabjańczyka po meczu z Widzewem

0
15
views

 

 

 

Joachim Pabjańczyk to jeden z największych pechowców, jacy w ostatnich latach występowali w Widzewie. Młody piłkarz, będący kibicem łódzkiego klubu, trafił do drużyny przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu i wydawało się, że spełniły się jego marzenia.

Sen nie trwał jednak zbyt długo. Pabjańczyk nie był widziany w składzie przez Marcina Płuskę i zapadła decyzja, by wypożyczyć go do Sokoła Aleksandrów Łódzki. Tam też skrzydłowy nie zrobił kariery, bo szybko przyplątała mu się kontuzja. Do gry wrócił dopiero w drugiej połowie rundy wiosennej, a po zakończeniu sezonu liczył na powrót do Widzewa.

Przy Piłsudskiego jednak z niego zrezygnowano, nie przedłużając zakończonej umowy. Popularny “Jojo”, z kartą w ręku, znów trafił do Aleksandrowa Łódzkiego i wydawało się, że w końcu jego sytuacja się ustabilizuje. Tak było, aż do środy, gdy Sokół podejmował widzewiaków. Pabjańczyk wszedł na boisko z ławki rezerwowych, a po końcowym gwizdku podpadł trenerowi Piotrowi Kupce. Czym?

26-latek pod meczowym strojem miał nałożoną koszulkę Widzewa, okazując tym samym przywiązanie do barw, którym od dziecka kibicuje. Nie spodobało się to jednak szkoleniowcowi, który zarzucił także Pabjańczykowi, że ten przeszedł obok meczu. W czwartek zawodnik usłyszał, że ma sobie szukać nowego klubu! Trzeba przyznać, że to dość zaskakujący ruch Kupki. Tym bardziej, że “Jojo” swoją postawą boiskową nie dał nawet cienia powodu, by uważać, że może być po drugiej stronie barykady.

Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, że piłkarz, mówiąc łagodnie, od dawna nie należał do ulubieńców trenera, a środowe wydarzenia były jedynie pretekstem, by pozbyć się go z klubu. Sam Pabjańczyk nie chce komentować sytuacji. Potwierdził jedynie, że opuszcza drużynę.

Joachim Pabjańczyk miał szczęście w nieszczęściu, że do końca sierpnia otwarte jest okno transferowe. To oznacza, że mógł zmienić barwy i został wypożyczony do Neru Poddębice. To drużyna, w której dobrze szło mu tuż przed transferem do Widzewa. Może tam w końcu znajdzie normalność?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ